Karkonosze powstawały w okresie kaledońskich ruchów górotwórczych ja ujrzałem światło dzienne 9 października 1921 roku Skąd się tu wziąłem? z Radomska urodzony pod znakiem Wagi uformowany w okresie ruchów totalitarnych przeszedłem przez ogień powietrze wojnę przez lasy nad Wartą i Pilicą przez Kraków Gliwice Wrocław przez siedem gór i siedem rzek i tak wędrując po matce ziemi po pięknej błękitnej planecie nad którą unosi się czerwony Mars i Saturn w tysiącu pierścieni doszedłem do Gór Olbrzymich na uliczce prowadzącej do Muzeum Sportu i Turystyki trafiłem na ślad ślad jej stopy ślad uśmiechu ślad ręki (...) at the street leading to the Sports and Tourism Museum in Karpacz I found a trace of Wanda her footprint her handprint her smile print (...) 'Dziękuję za miłe uhonorowanie mojego wejścia na MT. EVEREST wystawą, która przygotowana została tak bardzo serdecznie przez Muzeum Sportu i Turystyki Wanda Rutkiewicz Karpacz, 27 X 1979' ( ”Thank you for nice honouring of reaching the top of Mount Everest by me by the exhibition that has been prepared so great by the Sports and Tourism Museum” Wanda Rutkiewicz ) przed laty przeglądając poranna gazetę dowiedziałem się że kobieta z Wrocławia zdobyła Mount Everest przy innej sposobności przeczytałem (w "Przekroju? "Panoramie"?) krótki wierszyk pióra Wandy pamiętam że chciałem do niej zadzwonić zapytać co skłoniło Wspaniałą Kryształową Górę do urodzenia myszki ale nie starczyło śmiałości może dlatego że w dzieciństwie zdobyłem tylko "psią górkę" koło Radomska (25 metrów) i "kocią górę" w sosnowym lasku koło Gabrielowa dopiero po jej śmierci zadałem to pytanie uśmiechnęła się i powiedziała otwierając oczy - a pan? Panie Tadeuszu dlaczego Pan pisze wiersze - ja? ja nie wiem ulicami Wrocławia płynęły rwące górskie strumienie rzeki potoki w brudnym lustrze wody które wznosiło się i opadało stały kościoły teatry domy ludzie na dachach machali białymi niebieskimi czerwonymi płachtami państwo Gucwińscy budowali arkę dla swoich zwierząt ratowali słonie żyrafy lwy i motyle śmigłowce unosiły się nad wodami w parku Szczytnickim w zatopionym japońskim ogrodzie chwyciłem Wandę za rękę przepraszam! A Pani dokąd spieszy - a wiedziałem już że śpi snem wiecznym - machnęła ręką - ja? idę na Mount Everest a po drodze na Maternhorn Nanga Parbat Annapurnę... potem wejdę jeszcze na Kangczendzongę... - ale to bardzo wysoko Powiedziałem - to tylko 8586 metrów powiedziała z zagadkowym uśmiechem - ale Pani nie zabrała ze sobą ani śpiwora ani zapasu jedzenia (a wiedziałem już że ona umarła) ani maszynki do gotowania a ta płachetka ten kolorowy namiocik jest dobry dla dzieci można go ustawić w ogródku działkowym pod jabłonką koło grządki z marchewką koperkiem pietruszką niech Pani odpocznie powiedziałem z troską kto to widział! żeby chodząc o kulach skakać po górach "korona Himalajów" poczeka na panią - "potrzebne jest mi poczucie zagrożenia i to takiego, którym mogę sterować" - niech pani zostawi w spokoju Kanczendzongę... przecież tego nawet wymówić nie można... zapiszemy panią do związku literatów urządzimy pani wieczór poetycki przy świecach przeczyta pani wierszyk wyda tomik otrzyma wyróżnienie zostawi ślad stopy na skale Kaliopy Wanda rozejrzała się po świecie i powiedziała do siebie - nie stał się jeszcze dla mnie towarzyszem liny... nie może zrozumieć 25 maja 1992 roku doszła do kraju wiadomość że Wanda Rutkiewicz zginęła w Himalajach III siedziałem w muzeum zabawek w domku lalek panował ruch nakrywano do stołu ktoś grał na pianinie zegar wybijał godzinę porcelanowy kotek lizał łapę na palcach weszła Wanda stanęła przy kaflowym zielonym piecu grzejąc skostniałe ręce zapytałem szeptem co ją skłoniło do powrotu na naszą dolinę łez i odpowiedziała mi mówiąc "czasem myślę, że wspinam się dlatego, aby przekonać się, jaka droga jest mi nasza szara codzienność. Wracając poznaję, jak smakuje kubek gorącej herbaty; po dniach pragnienia, sen po wielu nieprzespanych nocach, spotkanie z przyjaciółmi po długiej samotności cisza..." myślałem o życiu i śmierci i zobaczyłem jej oddech który połączył się z oddechami żywych ludzi zwierząt drzew i kwiatów zamek z lodu wyparował wieczne śniegi ruszyły się szklana góra spływała w dolinę cichym strumieniem do muzeum weszła kolorowa grupa dzieci i wykipiała wypełniając śmiechem i krzykiem małe uliczki mieszkania lalek i ciszę wyszedłem z uśmiechem na zalaną słońcem ulicę przez mgnienie oka zdawało mi się że zrozumiałem upływanie czasu i życia że poznałem drogę do wnętrza matki ziemi do śmierci matki matek rodzaju ludzkiego szliśmy wzdłuż strumienia i ja widząc że ona już była umarła zawołałem do niej po imieniu a ona idąc dalej obejrzała się i położyła palec na ustach